My na Facebooku ;)

piątek, 14 sierpnia 2015

Opowiem Wam pewną historie..

 Była sobie 17-letnia dziewczyna, która poznała o 5 lat starszego od siebie chłopaka. Była to jej pierwsza prawdziwa miłość. Chłopak traktował ją jak księżniczkę. Pokazał co to znaczy miłość, troska. Pokazał co to znaczy czuć się bezpiecznie przy drugiej osobie.
 Po maturze dziewczyna wyjechała ze swoim chłopakiem do innego miasta na studia. Wynajęli malutkie mieszkanko, takie na które było ich stać. Była to straszna dziura a jednak czuli się jakby zamieszkali w królestwie, w końcu był to ich dom. Dom do którego obydwojgu chciało się wracać. Spędzali ze sobą wszystkie wolne chwile a jednak cały czas czuli niedosyt, było im siebie za mało.
Pierwsza poważna kłótnia, pierwsze rozstanie wydarzyło się po roku od zamieszkania ze sobą. Chłopak zaczął się zmieniać, dziewczyna zauważyła, że coś jest nie tak ale była tak zaślepiona miłością do Niego, że wolała udawać, że nic nie widzi, żeby Go nie stracić. Po pewnym czasie miała dość udawania i powiedziała chłopakowi, że wie o narkotykach. On się nie przyznał, ona się wyprowadziła.
  Przez 7 miesięcy kiedy nie byli razem dziewczyna zaczęła żyć od nowa, znalazła dobrą pracę, poznała nowych znajomych,chodziła na uczelnie. Zaczęła żyć innym życiem tzw, studenckim.
Odezwał się do niej, pisał,że tęskni,że skończył terapię,że już nie bierze narkotyków. Dziewczyna dlatego, że go bardzo kochała postanowiła dać mu szanse.
 Ten rok, kiedy byli razem był jak bajka. Chłopak dosłownie nosił ją na rękach. Byli tak szczęśliwi jak nigdy wcześniej. Obydwoje zrozumieli, że nie potrafią bez siebie żyć. Każde z nich zrozumiało jakie błędy popełniło. Wrócili do siebie mądrzejsi i dojrzalsi. W święta Wielkiej Nocy dziewczyna zrobiła test ciążowy. 2 kreski. Ona się wystraszyła a on się cieszył. Tak bardzo się cieszył,, Płakał ze wzruszenia.. Na drugi dzień zaprosił dziewczynę na Starówkę. Tam pod Kolumną Zygmunta oświadczył się jej. Ludzie bili brawo a ona myślała,że to sen. Właśnie spełniło się jej marzenie, tak bardzo chciała zostać jego żoną...
 w 5 miesiącu ciąży zdecydowali, że dziewczyna wyjedzie do mamy a chłopak przez 5 miesięcy odłoży na ślub i wyprawkę dla ich synka. Gdy wyjechała zaczęło się coś psuć, Chłopak nie chciał przyjeżdżać, pojawiły się nieporozumienia, małe sprzeczki. Dziewczyna nie wytrzymała i sama postanowiła pojechać do chłopaka. Otworzył jej naćpany.. To co wtedy poczuła.. Nie da się tego nawet opisać, wielki smutek,żal,rozczarowanie i ten ból, który przeszedl ją od środka.. Przecież miało być tak pięknie, mieli mieć dziecko, brać ślub. Dlaczego? Chłopak nawet nie miał zamiaru się tłumaczyć. Uważał,że dopóki nie ma dziecka może się trochę wyszaleć bo później już będzie za późno. Wszyscy bliscy dziewczyny odradzali jej związek z chłopakiem. Za namową bliskich i tego co sama myślała odeszła od Niego. Chłopak błagał, mówił, że się zmieni, że pójdzie na terapię. Nie wierzyła. W jednej chwili przekreśliła 4 lata ich szczęśliwego życia. Czy słusznie? Wątpliwości były coraz większe.
 w 7 miesiącu trafiła do szpitala z ryzykiem przedwczesnego porodu. Leżała tam miesiąc, W swoje urodziny chłopak odwiedził ją w szpitalu, Dziewczyna chciała wszystko naprawić, niestety chłopak nie chciał. Mówił, że dziecko ich rozliczy za błędy młodości aleoni już nie mogą być razem. W dniu wyznaczonego terminu przyszedł na świat ich synek. Obydwoje zakochali się w malutkim , godzinami wpatrywali się w swoje szczęście. Dziewczyna zapytała czy chłopak nie chciałby z nimi zostać, już na zawsze? Na drugi dzień chłopak przyszedł do szpitala z kwiatami i pierścionkiem, Oswiadczył się po raz drugi. Dziewczyna się zgodziła, Zamieszkali razem, Synek był cudowny.. 2 miesiące po porodzie miał odbyć się ich ślub , do tego czasu chłopak był cudownym tatą, zajmował się synkiem, dbał o Niego, widać było, że bardzo go kocha, Dziewczyna była tak bardzo szczęśliwa. Zawsze marzyła o pełnej rodzinie i właśnie jej marzenie się spełniało..
 Tydzien przed ślubem chłopak odszedł, stwierdził, że nie wie czy kocha dziewczynę, że nie jest gotowy na bycie głową rodziny, że za szybko się to wszystko potoczyło..
Dziewczyna jest sama z synkiem już 5 miesięcy. Chłopak się do Nich nie odzywa. W głowię ciąglę jedna myśl, dlaczego tak olał swojego syna, skoro tak bardzo go kochał? Ból w sercu jest cały czas, czy kiedyś zniknie?


1 komentarz:

  1. Moja Kochana, jaka wzruszająca historia! Z całego serca wierzę, że znajdziesz drugą połówkę, która pokocha Ciebie i Synka nad życie, a przede wszystkim będzie to ktoś odpowiedzialny. Tymczasem życzę wytrwałości. Buziaki ! :*

    OdpowiedzUsuń