My na Facebooku ;)

środa, 23 września 2015

Kolejny List od M..

  Wtorek, dzień jak co dzień. Nic nie zapowiadało emocjonalnej tragedii. Michaś choruję a więc cały dzień siedzieliśmy w domu. Koło 13 czekałam na dostarczenie do domu zakupów. Ktoś dzwoni do drzwi, byłam pewna,że to kurier, zdziwiłam się kiedy zobaczyłam listonosza, nie czekałam na żaden list ani na żadną przesyłkę. Chwilę pożartowaliśmy i Listonosz poszedł dalej.
Michaś śpi więc mam czas otworzyć list. Już wiedziałam od kogo.. M... 
Chwilę biję się z myślami. Otworzyć? Wyrzucić? Cholera przecież wszystko sobie już poukładałam, pogodziłam się z całą sytuacją, a Ciebie miało już nie być!
Ciekawość zwyciężyła, ręce mi się trzęsą, otwieram list.

Nie wiedziałem czy napisać ale jednak piszę. Siostry załatwiły mi adwokata, bo Ty mnie olałaś i żałowałaś na mnie kasy. Ale ok nie gniewam się, wiem że jesteś na mnie zła.
Za 2 miesiące pewnie stąd wyjdę. Dasz mi szansę, tzn dacie? Zmieniłem się, dużo sobie przemyślałem bo miałem dużo czasu. Ale Ty tez musisz się zmienić. Nie możesz mi robić afer o byle co bo to mnie prowokuję i nie wytrzymuje ze swoimi emocjami.Nie możesz mi wszystkiego zabraniać i krzyczeć na mnie bo wiesz,że jestem nerwowy. Ale teraz będzie inaczej, znajdę pracę, będziemy już w 3 nie we 2. Teraz będzie tak jak powinno być. Nie ma dymu bez ognia sama wiesz. Nie palę już. Chcę być przy Was i być odpowiedzialnym ojcem i partnerem. Mogę do Was wrócić?


  Co mam myśleć? Z jednej strony chcę wrócić a z drugiej piszę w taki sposób.
Przez cały związek  było właśnie tak jak opisuję w tym krótkim liście. Toksyczne związki właśnie tak działają. Druga osoba wchodzi Ci tak mocno do psychiki, że manipuluję Tobą, Twoimi myślami i Twoim zachowaniem. Wiesz, że nie jesteś winna danej sytuacji, bo co by się nie działo On nie powinien podnieść na Ciebie ręki a jednak mówi o tym w taki sposób, że czujesz się jakby to była Twoja wina. Bo przecież mogłam go nie prowokować, mogłam się inaczej zachować, mogłam inaczej to powiedzieć, żeby go nie denerwować. Bo przecież mógł się zdenerwować.
Toksyczne związki są jak uzależnienie. Czujesz,że bez tego człowieka nie będziesz potrafiła żyć. Bo jak się nauczyć życia bez Niego? Przecież moje życie bez Niego straci sens..
Tak byłam w toksycznym związku. Agresja, narkotyki. Ale przede wszystkim byłam uzależniona od Niego, uzależniona emocjonalnie. Angażowałam się w ten związek w 200%, robiłam wszystko żeby tylko przy mnie był. Pracowałam na Niego, wybaczałam wszystko, przymykałam oko na wiele spraw.
Uderzyło we mnie to, że w tym liście nie ma słów takich jak PRZEPRASZAM i PROSZĘ.
Dla Niego to oczywiste, że przyjmę Go z powrotem. Dlaczego? Dlatego,że zawsze tak było. Zawsze pozwalałam mu wracać, bo Go kochałam i nie wyobrażałam sobie życia bez Niego.

Wróciły do mnie wszystkie wspomnienia. Te dobre wspomnienia..
Nocne wypady na Stare Miasto z butelką wina.. Spontaniczne wypady nad Wisłę..
Kolację po moim powrocie z pracy. Tak, zawsze miałam kolację. nawet gdy pracował.
Przyjeżdżał po mnie do pracy, nawet jak sam pracował..
Leniwe niedzielę w łóżku, wieczory z kieliszkiem wina i filmem na dvd.
Spacery, długie spacery z Naszym psem..
Kłótnie o to kto idzie do sklepu, kto dziś sprząta...
Tyle lat, tyle wspomnień...
Czy mnie kochał? Myślę, że tak. Widziałam to, czułam.. Zawsze jak już nie wytrzymałam i mówiłam,że to koniec płakał, błagał..
Pamiętam jak 3 lata temu się rozstaliśmy. Ja poznałam kogoś innego, On też. Spotkaliśmy się na imprezie u Naszych znajomych. Pojechaliśmy do mnie. Rano jak się obudziliśmy patrzył na mnie i płakał. Mówił,że nie wierzy w to, że tu jestem i że tak bardzo mnie kocha..

Ale to już było. Było i nie wróci. Ile można dawać szans? On na to nie zasługuję, ludzie aż tak szybko się nie zmieniają. Mam synka, oczywiście chciałabym żeby miał pełną rodzinę ale wiem, że z tym człowiekiem szczęśliwej rodziny nie stworzymy. Nie chcę wciąż się bać. Kiedyś podnosił rękę na mnie. Co bym zrobiła jakby uderzył naszego synka?
Tym razem muszę kierować się rozumem nie sercem. Nie mogę myśleć tylko o sobie, nie jestem już sama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz