My na Facebooku ;)

poniedziałek, 26 października 2015

Kiedy wszystko się wali..

  Dzień zapowiadał się pięknie. Skończyliśmy liczyć głosy o 1 w nocy, synek u mamy a więc mogłam się wyspać. Wstałam o 9, szybko pobiegłam zapisać się do partii u nas w mieście. Tak, postanowiłam nie rezygnować ze swojej pasji i chociażby w małym stopniu ją realizować. Jak zapewne wiecie studiowałam politologię, polityka jest moją pasją, co niektórych dziwi. No bo jak to, kobieta i polityka? Tę pasję odziedziczyłam po tacie, który jest posłem w jednej z partii.
Gdy wróciliśmy z Michałkiem do domu zapukał listonosz, przyniósł aż 5 paczek z Aliexpress!
Około 14 miałam wypłatę na koncie. Dzień bajka! Do czasu.. Około 16 zadzwoniła szefowa z informacją, że niestety musimy się pożegnać, potrzebuje bardziej dyspozycyjnych ludzi. W pierwszej chwili to do mnie nie docierało. Czy ja właśnie straciłam pracę? Pracuję tam od 7 miesięcy, przełożona była bardzo zadowolona z mojej pracy, dostawałam premie i nagle mnie zwalnia?
  Nie wiem co teraz będzie. Mieszkamy w wynajętym mieszkaniu a ta praca to było nasze główne źródło dochodów. M alimentów nie płaci a z dodatkowej pracy mam co miesiąc około 300 zł. Jak będziemy teraz żyć? Gdzie pójdziemy? 
Staram się nie rozklejać przed Michałkiem, nie lubię gdy patrzy na moje łzy. Bawimy się, śmiejemy, uczymy chodzić. Michaś jest coraz starszy i zmienia mu się charakterek. Gdy na coś mu nie pozwalam to się na mnie drze! Nie krzyczy, bo tego krzykiem nazwać nie można. On się drze jakby go obdzierali ze skóry! Czasami potrafi nawet mnie uderzyć. Ma charakterek,, po tacie..
Po 18 mój skarb padł, zmęczony całym  dniem. Ostatnio zasypia o 18 i budzi się dopiero o 6. Mam tyle czasu dla siebie,że czasami nie wiem co mam z nim zrobić. A teraz, co teraz będę robić? Jak będzie wyglądało nasze życie?
  Staram się nie załamać. Staram się myśleć pozytywnie. Ale jak to robić, kiedy właśnie wszystko się zawaliło? To jeden z najgorszych dni w moim życiu. Nie wiem co będzie jutro, nie wiem jak sobie poradzę.Czuję,że właśnie poniosłam klęskę jako kobieta. A najgorsze,że poniosłam klęskę jako matka, która powinna być również i ojcem dla dziecka. Myślałam,że ze wszystkim sobie poradzę, myślałam,że jestem tak silna i zaradna. Myliłam się. Może, gdyby M nas nie zostawił byłoby inaczej? Nie musiałabym się martwić o to co będzie jutro? Może jako rodzina byśmy dali sobie radę z takimi trudnościami? Dlaczego w najgorszych chwilach tak cholernie mi go brakuje? Bo właśnie teraz powinien tu być i powiedzieć 'Nie martw się, jesteśmy rodziną, mamy siebie i to najważniejsze. Wszystko inne się poukłada, razem damy sobie radę'.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz