My na Facebooku ;)

czwartek, 28 stycznia 2016

Codzienność i marzenia.

Długo myślałam nad tym co zrobić z M. Zastanawiałam się czy jechać czy całkowicie olać sprawę. Jestem osobą, która za bardzo się przejmuje, wszystkim i wszystkimi. Ostatecznie zdecydowałam, że nie pojadę, ale coś zrobić muszę. Postanowiłam wysłać mu część moich oszczędności, żeby miał na leki jak wyjdzie ze szpitala. Wiem, że On na to nie zasługuję, jednak jakiś dług wobec niego mam. Gdyby nie on, nie miałabym mojego Michasia. Poza tym dzięki tej sytuacji zrozumiałam, że wszystko to, co od siebie dajemy do nas wraca. Bardzo szybko 'karma' wróciła do M, więc może kiedyś i do mnie dobro wróci.
Po wysłaniu pieniędzy,M napisał mi tylko jednego smsa, z podziękowaniami. Nie zapytał o malutkiego. Czy to była gra z jego strony? Jestem pewna, że tak, tylko tym razem ja nie dałam się w nią wciągnąć. Nadzieja się we mnie nie obudziła, bo nadzieja chyba już jakiś czas temu we mnie umarła. I z tego powodu jestem bardzo zadowolona. Bo ileż można żyć nadzieją i złudzeniami? Ile można czekać na kogoś, kto już nie wróci? Ja czekałam za długo, a ta cała sytuacja to było dla mnie ostateczne pożegnanie, pożegnałam się z nim w taki sposób, jaki uważałam za słuszny.

  Przez ostatnie kilka dni miałam nawał pracy, praktycznie nie sypiałam. Dodatkowo złapało mnie jakieś choróbsko. Mimo wszystko na spacer i na zakupy wyjść trzeba. Bo kto mnie w tym wyręczy? Chodzimy tak w tą chlapaje a ja czuję, że choroba jeszcze bardziej mnie pobiera. Każda z Was pewnie to zna, jak to się mówi, Mama nie bierze zwolnienia, bo dla mamy nie istnieje coś takiego jak chorobowe. Nasi 'Szefowie' są bardzo wymagający i, no cóż mało wyrozumiali. Ale właśnie takich Szefów kochamy najbardziej na świecie i nawet nie wiemy, skąd czerpiemy tyle siły.

  Są takie dni, kiedy mam ochotę uciec gdzieś daleko. Są takie dni, kiedy wszystko się sypie, wszystko mnie drażni, Są takie dni, kiedy mam ochotę strzelić sobie kulkę w łeb. Tyle obowiązków, tyle problemów i to wszystko tylko na moich barkach i na mojej głowie. Jestem zmęczona, tak cholernie zmęczona i czasami bezsilna.Chciałabym chociaż raz zapomnieć o tym wszystkim, zapomnieć o problemach i chciałabym, chociaż raz się wyspać. Jednak największym moim marzeniem jest to, żeby Michaś był zdrowy, żeby prawidłowo się rozwijał. Żeby Bogu nie przyszło do głowy wystawić nas na jeszcze większą próbę, bo wiem, że wtedy już nie podołam. Chciałabym, żeby moje dziecko było najszczęśliwsze pod słońcem, żeby nigdy nie odczuł aż tak mocno braku ojca. Żebym ja podołała temu zadaniu i wychowała synka na wspaniałego człowieka. Chciałabym, żeby zawsze w domu była pełna lodówka i żebym nie musiała niczego dziecku odmawiać, żeby nigdy nie poczuł się gorszy od rówieśników. Marzę o tym, żeby być dobrą mamą... Żeby nigdy nie zabrakło mi cierpliwości i zrozumienia. Jednak w tym całym bałaganie i w tej codzienności, dziękuje Bogu za to, że mam dla kogo żyć i dla kogo walczyć. Oby jutro wstał nowy dzień i zaświeciło słońce, a problemy się nie pomnożyły.

1 komentarz:

  1. W pierwszej chwili pomysłam idiotka przepraszam ale tak pomyliłam ale za chwile przecież też byś tak zrobila,tez wierzysz w karme tez wierzysz ze trzeba przebaczac chodź trochę i tyle ile nam na to serce pozwala,i wiesz co mamo Michasia jestem z Ciebie dumna i nie trać nadzieji,chodź czasami jest słabsza ale jest i każda chwila szczęścia daje większą nadzieje na te słońce jutro Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń