My na Facebooku ;)

środa, 30 marca 2016

Czas leczy rany...?

  Święta, święta i po świętach.. Nie lubię świąt, nie lubię tej sztucznej atmosfery, tych uśmiechów i uprzejmości. Nie lubię, gdyż dla mnie bycie miłym akurat w tym okresie jest bardzo wymuszone, po prostu wypada być miłym, prawda?
W tym roku Święta Wielkiej Nocy były inne, były magiczne. Udało się Nam uszczęśliwić małe grono dzieciaczków, coś wspaniałego.. Bo czy jest coś piękniejszego niż radość dziecka? 
Wspólnymi siłami udało nam się również pomóc Pani Agnieszce i jej dzieciaczkom. Ta wspaniała i dzielna mama wychodzi na prostą, dzięki nam i pomocy dobrych ludzi. 

    Obiecałam, że po Świętach napisze Wam jakie zmiany zaszły w moim życiu. Ale nie napiszę.. Nie zaszły, mogły zajść. Poznałam kogoś, całkowicie przypadkowo. Śpieszyłam się do szpitala, a pech chciał, że zapomniałam wziąć ze sobą telefonu. Na przystanku byłam tylko ja i On, a więc zapytałam Go o godzinę. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać już na przystanku, a przegadaliśmy całą drogę do szpitala. Tak się złożyło, że wracaliśmy tym samym autobusem, a więc w drodze powrotnej wymieniliśmy się numerami telefonu. Zadzwonił jeszcze tego samego dnia. Kilka dni później spotkaliśmy się na kawę, powiedziałam mu o Michałku, zareagował super. Spotkaliśmy się kilka razy, możliwe, że nawet była między nami chemia. Czy coś poczułam? Hmmm, na pewno sympatię i STRACH. Strach przed tym, że znowu się zaangażuję, znowu oddam swoje serce a ktoś je porwie na milion kawałków. Czy właśnie dlatego zrezygnowałam z tej znajomości? Chyba tak.. Ten strach mnie paraliżuję.. Kiedy zaczyna mi zależeć na drugim człowieku, kiedy widzę, że mogłabym być szczęśliwa, to ten strach jest jeszcze większy. Dlaczego? Czy już tak będzie zawsze? Czy zawsze ten strach będzie wygrywał ze mną? Czy ja jestem aż tak słaba?
Wiedziałam, że jeżeli w to wejdę , to prędzej czy później go skrzywdzę, bo nie potrafię się zaangażować. Nie dość, że się boję, to ciągle w myślach porównywałam Go do M. Gdy coś robił, mówił to w głowie miałam obraz M właśnie w takiej samej sytuacji. To nie jest normalne i ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę, tylko czy ja potrafię z tym walczyć? Czy mam jeszcze na to siłę?

  Być może zmarnowałam swoją szansę. Być może wypuściłam z rąk szczęście, które ofiarował mi los. Być może ta osoba mogła zmienić moje życie na lepsze. A być może ta osoba mogła mnie jeszcze bardziej skrzywdzić, zobaczyć jak wygląda związek z kobietą z dzieckiem i po prostu zrezygnować. Może to była dobra decyzja? Może zaoszczędziłam sobie bólu i cierpienia? Kolejnego odrzucenia? Nie wiem i się nie dowiem, bo nawet nie chciałam spróbować. Lęk przed odrzuceniem jest zbyt silny. Jak to jest, że JEDNA osoba potrafi aż tak zniszczyć nam psychikę i zrujnować samoocenę? Dlaczego przez JEDNĄ osobę boimy się zaufać kolejnej? Ludzi na świecie jest mnóstwo, a ile osób tyle charakterów, a jednak w głowie mamy to, co zrobiła nam ta JEDNA osoba. Dlaczego boimy się otworzyć na kolejną, całkowicie inną osobę, tylko dlatego, że ta JEDNA osoba zadała nam niewyobrażalny ból? Przecież ta nowa osoba jest kimś zupełnie innym a my jednak mamy w sobie ten, myślę,że uzasadniony lęk. Tylko jak z nim walczyć? Czy kiedykolwiek odważę się zaufać po raz drugi? Boję się, że dopóki nie zapomnę o M, to nie jest to możliwe. Tylko czy kiedykolwiek o nim zapomnę?
  

2 komentarze:

  1. Może i dobrze widać nie jest twój czas,jeśli będziesz spokojna i dasz sobie czas to sama Cię znajdzie ta twoja miłość,ale próbuj i staraj się nie angażować tak bardzo nie musisz odrazu za mąż wychodzić poprostu daj sobie czas,pozdrawiam Cię

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj, nie wiem o Tobie zbyt wiele bo dziś zobaczyłam Twój profil i jeszcze nie zdążyłam wszystkiego przeczytać. Nie odbieraj sobie szansy na szczęście Twoje i Twojego dziecka, każdego dziecko chce mieć ojca i nie musi on być biologiczny ale taki który kocha. Ja zostałam sama 2 miesiące przed porodem po 5 letnim związku, bardzo cierpiałam i bałam się nawet myśleć o przyszłości. Los jednak szybko się odmienił i uważam, że nie mogło mi się nic w życiu lepszego przydarzyć niż poznanie nowego partnera (dodam, że miesiąc po urodzeniu dziecka), który kocha mnie i mojego syna a radość jaką daje mi patrzenie na to jak się nim zajmuje i jak mały jest szczęśliwy gdy są razem jest nie do opisania. Wiem, że jest trudno ale ja wyszłam z założenia, że nie każdy jest taki sam i nie można wszystkich wrzucać do jednego worka a zawsze warto próbować. Teraz jestem szczęśliwa a gdy ja jestem to i moje dziecko. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń