My na Facebooku ;)

wtorek, 11 października 2016

Jestem w ciąży, co robić?

Moje życie legło w gruzach. Jestem zdruzgotana. Nie wiem już co robić, nie mogę sypiać po nocach, mam najczarniejsze myśli… 

Bardzo się boję, co ze mną będzie. Nie wiem, do kogo zwrócić się o pomoc. Właściwie to panicznie się tego boję… Jeszcze nic nie powiedziałam rodzicom… No bo jak mam im powiedzieć, co przekazać? “Cześć, niespodzianka! Będziecie dziadkami! Cieszycie się?”. Nie, to byłby horror, katastrofa… Totalna porażka. Oni przecież tak bardzo na mnie liczą! Chcą, żebym skończyła te wymarzone studia, zrobiła karierę prawniczą i żyła tak, żeby nie musieć martwić się o kawałek chleba…

 Ja też tego chcę. Marzę o dobrej pracy, dobrych zarobkach, o fajnej karierze i bezpiecznym domu... Myślałam, że jestem na najlepszej drodze do tego. Ta świetnie zdana matura, dużo lepiej niż się spodziewałam! Poprawiłam oceny z ważnych dla mnie przedmiotów, rodzice byli dumni. Stawiali mnie za wzór, chwalili się moimi sukcesami w towarzystwie… No i te studia: przecież właśnie takich chciałam! Dostałam się bez trudu, cieszyłam się, że wreszcie będę naprawdę dorosła i może zacznę coś dorabiać do akademika… 

A teraz wszystko przepadło! Wszystko! Przez ten głupi szał, ten kretyński wybryk zmysłów! Po co mi to było?? Co ja sobie wyobrażałam?? Dlaczego zachowałam się jak głupia gęś? Przecież tyle razy śmiałam się do przyjaciółki z tych tandetnych scenek w amerykańskich romansidłach! Z tych wymuskanych spojrzeń, plastikowych dialogów… Z tych wszystkich płatków róż na pościeli albo dzikich plaż pod księżycem w pełni…

I co? I sama zrobiłam to samo, co wyśmiewałam. Wystarczyła jedna gorąca noc nad naszym pięknym Bałtykiem… Czułe słówka, błękitne oczka, ładna grzywka i tanie jak barszcz wino… Nie byłam pijana! Nikt mi tego nie wmówi. Ale byłam na tym kretyńskim rauszu… W głowie mi szumiało, byłam strasznie podniecona. Nie chciałam, nie mogłam czekać… Bo niby na co? 

Co z tego, że on był taki pociągający? Co z tego, że ładnie mówił? Co z tego, że mnie wtedy tak “filmowo” zagadnął przy tym molo? Co ja, rozumu własnego nie mam?? Tyle się nasłuchałam opowieści o tych napalonych bucach, co znikali zaraz po pierwszym razie, zmieniali numery telefonów, opowiadali bajeczki o swojej fortunie, o świetnej pracy, o wielkich planach? Wszystko to bujda! Teraz jestem mądra… 

Nie było mi źle tamtej nocy. Było cudownie… Szał zmysłów… Wakacje, alkohol, nastrój, klimat… A potem to zdanie, którego tak się czepiłam, na które gapiłam się dniami i nocami, jak głupi do sera… “Muszę wracać do pracy, ale poszukam nam mieszkania od września!” Ha! Odwieczna bujda: “Wracam jutro, kochanie!”. Jak ja się mogłam nabrać na te głodne kawałki?? Jestem wściekła na siebie. Mam za to te swoje dwie kreski! Oto moja nagroda za głupotę! Pamiątka upojnej nocy… Żywa pocztówka z wakacji…

 I oczywiście: “co tam gumka…” Zedrzeć ciuchy, ulżyć sobie i po robocie! Jaka ja jestem głupia, jaka głupia… A uważałam się za inteligentną nowoczesną księżniczkę, co to o bezpiecznym seksie wie wszystko, czego wy nie wiecie, a boicie się zapytać!...

 Nie wiem, co teraz… Powiedziałam mu przez telefon, od trzech dni się nie odzywa… Kompletna cisza. Zapadł się pod ziemię. Stchórzył! Na pewno stchórzył, jak wielu mu podobnych. A teraz ja zostaję ze wszystkim sama. Zupełnie sama... Nie mogę powiedzieć rodzicom… Na pewno nie teraz… Załamią się, zejdą na zawał albo coś. Strasznie się wstydzę… O niczym innym nie myślę. Od trzech dni łykam proszki na sen i na nerwy... 

Tak, chciałam być kiedyś mamą… Kiedyś!! Nie teraz… Nie na początku studiów, kiedy nie mam ani wykształcenia, ani pieniędzy, ani dobrej pracy! Jak ja sobie poradzę? Z kim? Za co? Gdzie mamy mieszkać? Przecież nie powiem staruszkom “No, a teraz weźcie mi kredyt na domek, bo muszę gdzieś trzymać pamiątkę z wakacji”! 

 Nie, to się nie mogło zdarzyć… Kocham dzieciaczki, uwielbiam na nie patrzeć na ulicach, w parkach, wszędzie… Są urocze. Nigdy nie chciałam być “Zosią Samosią”, co to nikogo nie potrzebuje, a zwłaszcza mężczyzn, trwałych związków i potomstwa, bo żyje tylko pracą i wieczornymi imprezami w klubach, a potem gada do ścian swojego ślicznego apartamentu… 

Nie. Ja chciałam być mamą, żoną… Chciałam szczęśliwej rodziny. Chciałam się cieszyć dziećmi, obserwować, jak szybko dorastają… To są chyba zwyczajne, normalne marzenia, prawda? Nic szczególnego. Ale nie jak się ma dziewiętnaście wiosen i pstro jeszcze w głowie! Jestem jednak dużo głupsza niż myślałam… Piątki na świadectwie to nie wszystko. Najgorsze jest to, że ja o tym wszystkim wiedziałam. Bałam się, że kiedyś stracę rozum, przecież hormony robią swoje… Ale obiecałam sobie, że co by się nie działo, najważniejsza jest nauka. Nauka! A teraz co: wykłady szkoły rodzenia?? Ćwiczenia karmienia? Egzaminy z obsługi pampersów? 

Co mam teraz zrobić… Nie wiem, naprawdę nie wiem... Boję się urodzić i boję się usuwać… Jedno i drugie mnie przeraża. Skąd zresztą wezmę kasę na zabieg?? Spłukałam się po wakacjach, kupiłam nowy laptop… A może urodzę i gdzieś podrzucę? Boże, co robić?? Nikt jeszcze nie wie… Ale przecież za chwilę się wszystko wyda. Wszyscy się dowiedzą i będą mieli niezły ubaw! Najlepsza uczennica, przyszła bogini wydziału prawa zrobiła sobie bachora na wakacjach… 

Boję się… Nigdy w życiu tak się nie bałam… Nigdy! Nie ma mnie tutaj, to wszystko nieprawda! Nie było tej nocy, nie było tej dziewczyny na tamtej plaży. Nie, nie, nie! Jest piękny lipiec, wkładam do teczki potwierdzenie przyjęcia na studia i idę na wino z przyjaciółkami… 

Sylwia, l. 19, przyszła mama

1 komentarz:

  1. Cześć, nie ma co się bać ja urodziłam mając 17 lat, teraz mam 19 lat i jestem dumną i szczęśliwą mamą, mimo iż nie jestem z ojcem dziecka, również jak Ty panicznie się bałam ciąży, nie chciałam dopuścić myśli że zaszłam, no ale niestety 7 miesiąc i brzuch było widać, więc musiałam wszystkim o tym powiedzieć. Moja mama dowiedziała się i nie odzywała się do mnie kilka tygodni a teraz? jest szczęśliwą babcią i nie wyobraża sobie życia bez wnuczki tak jak ja bez córci. Trzymaj się .!

    OdpowiedzUsuń