My na Facebooku ;)

czwartek, 6 października 2016

W końcu zapytał o tatę

 Jasiek jak na czterolatka jest wyjątkowo bystry. Wiem, że pewnie każda mama tak myśli o swoim dziecku, że jest inteligentne i wyjątkowe. Ale mój synek naprawdę jest inny, jakby wrażliwszy, bardziej delikatny. Może dlatego, że wychowuję go sama. Od początku bałam się, że sobie nie poradzę, że nie będę mu jednocześnie mamą i tatą. A przecież tyle mówi się o tym, że dziecko, zwłaszcza chłopak potrzebuje męskiego wzorca. Fakt, że ma dopiero cztery lata, ale dzieciaki w jego wieku przecież bawią się z ojcami, tatusiowie zabierają je na spacery, pokazują świat z męskiej perspektywy. Dwoję się i troję, żeby robić Jaśkowi także za ojca. Uwielbia samochody, więc nawet staram się poczytać w internecie jakieś ciekawostki, żeby mu opowiedzieć. Udaję znawcę, ale chyba nie jestem zbyt przekonująca. A przynajmniej wypadam blado przy tych wszystkich rewelacjach, jakie mały przynosi z przedszkola. Od kolegów zawsze dowie się czegoś ciekawszego, niż ode mnie. A oni dowiedzieli się od swoich ojców. 

 Staram się tym nie przejmować, bo sama też przecież mogę pokazać Jaśkowi mnóstwo ciekawych rzeczy. Po powrocie z przedszkola pieczemy ciasteczka i pozwalam mu dekorować. Patrzę, jaką ma z tego frajdę, rączki całe pooblepiane lukrem i wiórkami kokosowymi. Śmiejemy się, oblizujemy lepkie paluszki. Potem oglądam z nim ulubionego Boba Budowniczego. Jesteśmy, odpukać, w nie najgorszej sytuacji finansowej, w opiece nad Jaśkiem pomagają też moi rodzice. Stać mnie na dobre przedszkole. Nigdy nie odmawiam mu zabawek. Wiem, że to nie jest rozsądne postępowanie. Nie chcę go rozpuszczać, ale po prostu rekompensuję tym własne poczucie winy, że nie mogę mu dać wszystkiego. Że nigdy nie będzie bawił się z tatą. Na siłę próbuję więc zastępczych “męskich wzorców”. Podrzucam synka mojemu tacie albo zapraszam brata. Jasiek ich uwielbia. Cieszy mnie to, ale też trochę mi przykro, kiedy widzę, że czasem bawi się z nimi lepiej niż ze mną... 

 Moje dziecko jest szczęśliwe, niczego mu nie brakuje. Skoro jestem 2w1, mamą i tatą, to długo łudziłam się naiwną wiarą, że mały jakoś nie zainteresuje się tematem ojca. Że nie będzie zadawał pytań, na które nie umiem mu przekonująco odpowiedzieć. Bo Jasio to moja “pamiątka z wakacji”. Fakt, że najpiękniejsza jaką w życiu skądkolwiek przywiozłam. Ale po jego ojcu został mi tylko on. I garść wspomnień. Naiwna młodzieńcza miłość dziewiętnastoletniej wówczas kretynki. Bałam się pytań o ojca, no bo jak wytłumaczyć kilkulatkowi, że jest dzieckiem z przygodnego romansu? Że o jego tacie prawie nic nie wiem, prócz imienia i rzekomego miasta, z którego pochodził? I rzekomej pracy w firmie X. I nie wiem, co było wtedy większym szokiem, czy dwie kreski na teście, czy to, że w “rzekomym mieście” w ogóle nie ma firmy X. Dlatego jak ognia boję się pytań o ojca. Co mam powiedzieć? Nie chcę, żeby jak podrośnie, myślał, że ma puszczalską matkę. Nie chcę, żeby tak mówili o mnie jego koledzy. Bo przecież wiadomo, jakie potrafią być dzieci, zwłaszcza chłopcy.. 

  A Jasiek jest bardzo bystry i widzi, że coś kręcę, kiedy próbuję odwrócić jego uwagę od pytania o ojca. Zaraz zmieniam temat, zabawiam, mówię, że przecież z mamą jest fajnie, że pójdziemy do kina, do dziadka, albo że coś tam mu kupię. I rzeczywiście, na chwilę “zapominał” o temacie. Z tym, że coraz częściej sobie o nim przypomina. O ile można odwrócić uwagę czterolatka, o tyle wiem, że jak będzie starszy, to już go nie zagadam. Jest inteligentny i widzi przecież, że wszystkie dzieci mają swoich tatusiów, a on nie. Nie chcę wciskać jakiegoś kitu, że tata wyjechał, pracuje za granicą, że przyjedzie itp. Bo wiem, że wtedy będzie się tylko niepotrzebnie nakręcał. Będzie chciał coraz więcej wyjaśnień, z których już nie wybrnę. I kiedyś będę mu musiała w końcu powiedzieć prawdę, a jak wyjdzie, że dotąd go oszukiwałam, całkowicie stracę autorytet w jego oczach. A przecież ja też mam tylko jego, to mężczyzna mojego życia. Nie chcę, żeby kiedykolwiek myślał o mnie źle. 

 Póki udawało mi się Jaśka zagadywać, było w miarę ok. Ale ostatnio nie odpuszcza. Mówi cały czas o tacie Mateusza, który zabrał go na wystawę motoryzacyjną. Ostatnio odprowadzał syna do szkoły, Jasiek się nim zafascynował. Miałam wrażenie, że chciał się przykleić, podpiąć pod tego tatusia kolegi. W szatni w przedszkolu zapinam Jaśkowi kurtkę i z wymuszonym uśmiechem pytam tatę Mateusza, gdzie ta wystawa, obiecuję Jaśkowi, że też pójdziemy. Ale w jego oczach widzę, że to nie ze mną chciałby tam iść. Czuję, że jestem trochę bezsilna. Że jednak nie mogę dać mojemu dziecku wszystkiego. 

 A dziś już naprawdę ręce mi opadły. Jutro w przedszkolu mojego syna dzieci będą opowiadać o rodzinie. Czym zajmuje się mamusia, a czym tatuś. Widzę, że Jasiek jest przejęty, że chce dobrze wypaść. Wiem, o co zaraz zapyta. Podnosi na mnie bystre piwne oczy i pyta, czym zajmuje się jego tatuś. Nerwowo przełykam ślinę. Czuję, że bacznie mi się przygląda, obserwuje moją reakcję. Nie chcę, żeby wiedział, że się denerwuję, że mi się gardło zaciska i oczy mokną. Szybko przełączam się więc na tryb “przymuszonego uśmiechu”: 

- Skarbie, tatuś pracuje za granicą. W biurze takim… - odpowiadam bezmyślnie. Plotę na poczekaniu jakieś historyjki bez sensu. Nie chcę, żeby czuł się gorszy niż reszta dzieci. Przecież to są czterolatki, za chwilkę zapomną. Ale ja nie mogę zapomnieć o poczuciu winy...

 Monika, l. 24, mama Jaśka

2 komentarze:

  1. Jaki ten wpis potrzebny...mój syn skończył 3 lata kilka dni temu i od jakiegoś czasu też z jego ust wypływa słowo "tata" mimo , że mam wrażenie, że do końca jeszcze nie wie co ono oznacza, że zaczął na wszystkich "panów" mówić "tata"...to prawda, ze w takiej chwili do oczu cisną się łzy, w gardle staje gula,a my szukamy odpowiedzi. Osobiście boje się tego....

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem mamą 5-letniego chłopca. Jestem sama, od kiedy dowiedziałam się o ciąży. Mój partner, z którym wtedy byłam od ponad 4 lat, gdy dowiedział się o ciąży wystraszył się, zaczął świrować, przychodził do domu pijany, albo nie wracał przez kilka nocy do domu. Gdyby nie naciski naszych rodziców, zapewne zostawiłabym go, wyjechała póki ciąża była jeszcze niewidoczna i ułożyła sobie życie gdzieś indziej. Ale rodzice naciskali, błagali, mówili, że tak jest zawsze, że strach to całkiem naturalny odruch u faceta i że to przejdzie jak zobaczy dziecko. Niestety gdy synek pojawił się na świecie było już tylko gorzej. Oficjalnie rozstaliśmy się 2 miesiące po porodzie, chociaż nieoficjalnie to nasz związek rozpadł się tego dnia, gdy powiedziałam mojemu partnerowi o ciąży. Po rozstaniu nastąpił chwilowy przełom, partner zaczął mi pomagać przy dziecku, siedział cały czas z nami w domu albo wychodził z malutkim na spacery, abym ja mogła odpocząć. Trwało to do czasu aż dziecko skończyło 8 miesięcy. Tatuś poznał nową panią i wyprowadził się 40 km dalej. Od tamtej pory ojciec mojego dziecka co chwile to poznaje nową panią, to się z jakąś rozstaje. I tak wiecznie nie ma czasu na dziecko, bo albo jest zbyt szczęśliwy z nowa partnerką, albo zbyt załamany rozstaniem. Na dodatek od kilku miesięcy muszę dosłownie na siłę wyciskać z niego alimenty na rzecz syna. Syn kiedyś często pytał o tatę, czekał na niego, rozmawiał przez telefon. Obecnie synek jest na etapie negatywnego nastawienia - uważa, że tata się na niego obraził, albo że zaginął, bo nie wiadomo gdzie jest. Ostatnio w przedszkolu była pogadanka na temat rodziny - syn podszedł do wychowawczyni aby powiedzieć jej szeptem, na ucho, że on nie powie o swoim tacie, bo on go nie ma. Przyznał mi później, że wstydził się powiedzieć o tym głośno. Od kiedy tylko pamiętam synek zawsze chętniej spędzał czas z mężczyznami, usilnie pragnął mieć z nimi kontakt - z dziadkiem lub z innymi mężczyznami z rodziny, a także z mężami czy partnerami moich koleżanek. Gdy pojawi się jakiś mężczyzna na horyzoncie, którego zna i lubi, potrafi rzucić wszystko i iść z nim. Wtedy nie obchodzi go cały świat - ważne, że ten jeden mężczyzna ma zamiar poświęcić mu swoją uwagę i czas. Jest to bardzo przykre, bo wiem, że chociaż synek dostanie dzięki temu skrawek czegoś, czego mu bardzo brakuje, to jednego od tych mężczyzn nie dostanie na pewno - ojcowskiej miłości, której na prawdę bardzo potrzebuje, a którą może mu dać tylko jego własny tata. Ale jak wytłumaczyć dziecku sytuację, gdy raz tatuś jest przez 2 tygodnie, a później nie ma go przez 2 lata albo i więcej, później pojawia się na jeden dzień i znowu znika na kilka miesięcy? Serce mi pęka z każdą taką sytuacją, bo synek bardzo to wszystko później przeżywa i wraca do normy dopiero po 2-3 tygodniach od spotkania z tatą. A ojciec nie rozumie, że robi mu tym mętlik w głowie. Według mnie albo jesteś ojcem na 100%, albo nie bądź nim wcale.

    OdpowiedzUsuń