My na Facebooku ;)

wtorek, 29 listopada 2016

Czy samotnym mamom już nic się od życia nie należy?

Pytanie takie jak w temacie pewnie zadaje sobie wiele z Was. Czy to, że nie ułożyło się nam z ojcem naszych dzieci, to wystarczający powód, żebyśmy do końca życia zostały same i nie mogły próbować szukać szczęścia u boku kogoś innego? Przecież bezdzietne kobiety także zmieniają partnerów, a nikt ich z tego powodu specjalnie nie krytykuje. Wydaje mi się (czy tylko ja tak myślę?) że społeczeństwo patrzy wilkiem na kobietę, która mając dzieci próbuje znaleźć nowego partnera. No bo jak to tak? Skoro ma dzieci, to niech się zajmie nimi, a nie chodzeniem na randki. Jak sobie kogoś znajdzie, to na pewno zaniedba dzieci. Trzeba było myśleć wcześniej, żeby mieć dzieci z odpowiednim człowiekiem itp. Może nikt nie wypowiedział mi nigdy w twarz któregoś z tych zdań, ale wiele osób wyraźnie sugerowało, że mają właśnie takie zdanie. Więc gdy przyznałam się koleżankom z pracy, że założyłam konto na portalu randkowym, były tak zdumione, jakbym im obwieściła, że zostawiam dzieci i wyjeżdżam na rok do dżungli amazońskiej. Czy gdziekolwiek. Koleżanki wzruszyły brwiami i rzeczowo skomentowały: “No ale jak to? Przecież masz dzieci!” 

 Zanim podzielę się swoją historią, przyznam się Wam, Drogie Samotne Mamy, że bardzo lubię tu zaglądać. W wielu historiach opowiadanych przez Samotne Mamy czy tu, czy na forach widzę trochę jakby siebie, a przynajmniej bardzo dobrze rozumiem ich bohaterki. Tak mi się przynajmniej wydaje. Długo nosiłam się z zamiarem, żeby opowiedzieć tu też o swoich doświadczeniach. Nie o to chodzi, że spotkało mnie coś niezwykłego, jakaś historia totalnie różna niż Wasze. Nie no, właśnie moja jest bardzo przeciętna. Ale zawsze to lepiej, jak człowiek się komuś wyżali. Więc jeśli to czytacie, to taki mój mały sukces. Może nawet dostanę jakieś komentarze, będzie mi raźniej, że ktoś to jednak czyta.
Mam na imię Magda i mam 40 lat. Od 4 lat jestem samotną mamą dwójki dzieci: Tomka, ucznia szóstej klasy (13 l.) i Zosi (6 l.), która chodzi do zerówki. Jestem sama, odkąd rozstałam się z byłym mężem, ojcem moich dzieci. Byliśmy małżeństwem przez 10 lat. Klasyczna historia: mojemu mężowi znudziło się zwykłe, domowe życie. Poznał młodszą kobietę (sama byłam do mojego męża starsza dwa lata). Z początku nie orientowałam się, że coś jest nie tak. Pracowaliśmy na pełne etaty, urządzaliśmy dom. Jego dziwne zachowanie, taką jakby niechęć do mnie, zauważyłam już kiedy byłam na urlopie macierzyńskim po narodzinach córeczki. Wtedy myślałam, że to kwestia nieprzespanych nocy, nadmiaru obowiązków, tego, że mąż musi znów przyzwyczaić się do niemowlęcia w domu. Córeczka miała rok, gdy przypadkiem odkryłam, że ma kochankę. Spotykał się z nią kiedy jeszcze byłam w ciąży, we wszystkie te wieczory, kiedy tłumaczył, że musi zostać dłużej w pracy. Kiedy ja z rosnącym brzuchem starałam się samodzielnie wykonywać wszystkie domowe obowiązki. 

W krótkim czasie mój mąż praktycznie całkowicie stracił zainteresowanie moją osobą. Zdradzał mnie również w tak ważnym dla mnie (dla nas!) momencie, jakim była ciąża. No ale ta historia to już przeszłość. Od ponad czterech lat wychowuję dzieci samotnie. Potrzebowałam sporo czasu, aby przetrawić tą całą sytuację. Teraz jednak coraz bardziej doskwiera mi samotność. Oczywiście nie jestem sama, bo mam dzieci. Rodzinę, znajomych. No ale jeśli brakuje tej jednej, wyjątkowej osoby, wszystko inne wydaje się niepełne. Zgadzacie się?

Rzecz w tym, że mój były mąż był dobrym ojcem. Chętnie zajmował się dziećmi, zwłaszcza ze starszym synem miał dobry kontakt. Tomek zapamiętał ojca bardzo pozytywnie, jako towarzysza dziecięcych zabaw i wypraw za miasto. Zosia praktycznie taty nie pamięta, ale to akurat może i lepiej? Pewnie zdziwicie się, dlaczego dzieci nie mają kontaktu z ojcem, skoro potrafił się nimi zajmować? Mój były wyjechał ze swoją nową kobietą za granicę niedługo po naszym rozstaniu. Nie mogę narzekać, regularnie przysyła alimenty. Ale ma nowe życie i nie bywa w Polsce, nie ma więc okazji widzieć się z dziećmi. Dzwoni do nich właściwie już tylko na święta, urodziny itp. 

Syn bardzo źle zniósł nasze rozstanie, bo był z ojcem zżyty. Kiedy zostałam sama, buntował się i dawał mi popalić. Podświadomie winił mnie chyba za to, że ojciec nas zostawił. Potem się uspokoił, pogodził. Nie należał do dzieci, które sprawiają specjalne problemy wychowawcza. Do czasu, aż pół roku temu poznałam R. - mężczyznę, z którym aktualnie próbuję ułożyć sobie życie. 

Syn jest wyraźnie zazdrosny i zły, za każdym razem, gdy spotykam się z R. Nie mówiąc o sytuacjach, gdy bywa u nas w domu. Wtedy Tomek zachowuje się po prostu skandalicznie. Bezczelne, a nawet wulgarne odzywki itp. należą do stałego repertuaru zachowań mojego (dotąd spokojnego) dziecka. Bo skoro “mi się tata nie podobał, to jemu też nie będzie się podobał taki palant” albo “nie będę mu na siłę robić tatusia z obcego gościa”. Przyznam, że odpuszczam i poddaję się, bo nie wiem jak z tym walczyć. R. jest ciepłym i opiekuńczym mężczyzną, sam ma za sobą nieudany związek, ale nie ma dzieci. Do moich odnosi się z życzliwością i troską, próbuje zrozumieć Tomka (choć widzę czasem, że jest tym lekko poirytowany, nigdy jednak nie pokazuje złości). Wiem, że zależy mu na mnie (na nas). Ale z drugiej strony ciężko mi patrzeć, jak mój syn opuszcza się w nauce, wdaje w bójki w szkole, kłamie, wulgarnie się odzywa. Nie tak go wychowałam, ale nie mam też argumentów, żeby na niego wpłynąć. Bo wiem, że jestem tu trochę winna, że on jest po prostu zazdrosny. Boi się, że będę poświęcać mu mniej uwagi. Albo boi się, że znów rozczaruje go ktoś, do kogo się przywiąże. Czy mam odpuścić? Czy próbować wytłumaczyć dzieciom, że mama też ma prawo do szczęścia? A może nie ma? Jak sądzicie? 😊

Magda (40 l.), mama Tomka (13 l.) i Zosi (6 l.)

 (Zachęcamy do dzielenia się z nami swoimi historiami! 
Nasza skrzynka pocztowa to samotnamamadumnamama@gmail.com)

1 komentarz:

  1. Hejka
    Też jestem samotną mama z dwójką dzieci, rozumiem twoje obawy. Wytłumacz synowi, że nie tylko ty możesz być szczęśliwa ale i one z twoim partnerem. Ty też masz prawo do szczęścia, a dzieci zrozumieją to z czasem, twój partner niech weźmie młodego zagra z nim w piłkę spędzi z nim więcej czasu ale tylko oni sami bez ciebie. Niech wie że może być również w centrum uwagi twojego R. :) powodzebia

    OdpowiedzUsuń