My na Facebooku ;)

piątek, 16 grudnia 2016

Dziecko - najlepszy prezent pod choinkę

Kochane Samotne Mamy! Zbliżają się Święta - czas miłości, nadziei, wzajemnej życzliwości. Czas, w którym powinniśmy nawzajem obdarzać się ciepłem i dbać o to, by w domach panowała serdeczna i radosna atmosfera. Oczywiście powinniśmy dbać o to nie tylko od święta, ale tak to już jest, że na wiele rzeczy w życiu codziennym brakuje czasu. Chciałabym podzielić się z Wami spostrzeżeniami dotyczącymi tych rzeczy prostych, może najprostszych na świecie, a przez to najcenniejszych. Rzeczy, które zupełnie niechcący mogą nam uciec, które możemy przeoczyć w natłoku codziennych spraw. Te rzeczy są jedyne i niepowtarzalne, a raz przeoczone już nigdy nie powtórzą się w podobnych okolicznościach. Dla każdej mamy jednymi z tych małych, ale najcenniejszych i najbliższych sercu rzeczy są: uśmiech jej dziecka, jego pierwsze kroki i pierwsze słowa, obserwowanie jego rozwoju itp. Pewnie każda z Was wie, co mam na myśli. Pewnie również szczególnie zapamiętujecie te momenty z życia Waszych dzieci. Ja jednak chciałabym również powiedzieć, że ważne jest wspólne cieszenie się z drobiazgów i przeżywanie każdej chwili jak małego święta. Bo chwile dzieciństwa są niepowtarzalne. Nikt nie rodzi się drugi raz dzieckiem, dlatego proszę Was, starajmy się, aby nasze pociechy wyniosły z dzieciństwa wiele pięknych wspomnień, nawet jeśli mają one dotyczyć absolutnie zwyczajnych rzeczy. Mówię o tym właśnie teraz, na niespełna dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem, bo właśnie Święta są szczególnym czasem, kiedy możemy sobie to uzmysłowić. 

Mam na imię Małgosia i jestem mamą siedmioletniej córeczki, Magdy. O tym, że jestem w ciąży dowiedziałam się właśnie na kilka dni przed Wigilią. Ciąża była najpiękniejszym prezentem, jaki mogłam sobie wymarzyć na święta. Oboje z mężem bardzo się cieszyliśmy, że również i w naszej rodzinie pojawi się nowe życie. Tamte Święta były szczególne. Nie jestem może osobą specjalnie religijną, ale wydaje mi się, że to właśnie wtedy zrozumiałam istotę Bożego Narodzenia. To święta, w które rodzi się miłość. W tym roku, jak co roku od czterech lat jestem na Święta sama z córeczką. Niestety, mój mąż zginął w wypadku samochodowym, gdy Madzia była malutka. 

Po śmierci męża długo nie mogłam dojść do siebie. Tym bardziej, że wypadek wydarzył się także w początkach grudnia, więc pierwsze święta bez męża wspominam traumatycznie. A właściwie ich nie wspominam, bo prawie nic z nich nie pamiętam, to była czarna dziura. Ogromna wyrwa w moim uporządkowanym życiu. Bez niego nic już nie było takie samo i długo nie potrafiłam się podnieść, pozbierać do normalnego życia. Myśl o tym jest dla mnie wciąż bardzo trudna, bardzo mi go brakuje. Kiedy trochę się ogarnęłam, pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było rzucenie się w wir pracy. Chciałam nie myśleć o traumie, nie tęsknić, zająć się czymś pożytecznym. Pracowałam na pełny etat i jeszcze po godzinach. Madzia miała żłobek, później przedszkole, a na popołudnie wynajętą opiekunkę. Często również w opiece nad małą pomagała moja mama albo siostra. Rano jeszcze pół-śpiącą Madzię odwoziłam do żłobka. Wieczorem, kiedy wracałam do domu, córeczka zwykle od dawna już spała. Moi bliscy zaczęli zarzucać mi, że zaniedbuję dziecko, że byłoby lepiej dla mnie, jeśli poświęcę więcej czasu małej, nawet jeśli mniej zarobię. Ja jednak w pracy szukałam azylu. W domu wszystko kojarzyło mi się z mężem. 

Kochane Samotne Mamy, czy zapamiętałyście ze swojego dzieciństwa obraz prawdziwie rodzinnych, pełnych miłości Świąt? Zapach świątecznych wypieków, aromat pierniczków, tradycyjnego makowca, świątecznych pomarańczy? Barszczu z uszkami i smażonego karpia? Czy macie przed oczyma obraz całej rodziny zgromadzonej przy świątecznym stole? Wspólnego kolędowania? Dziecięcego podniecenia w wyczekiwaniu na prezenty? Pewnie takie Święta zapamiętało z dzieciństwa większość z Nas. U mnie niestety rzecz wyglądała zupełnie inaczej. Moja mama również wychowywała samotnie mnie i siostrę (gdy byłyśmy malutkie, odeszła od ojca alkoholika, słabo go pamiętam). Jako dziecko również nie miałam kontaktu z ojcem. W domu, owszem, nie brakowało miłości. Moja mama to ciepła i mądra kobieta. Chciałabym kiedyś również być taką mamą dla mojej córeczki. No ale możecie sobie wyobrazić, jak jest w niepełnej rodzinie. Kiedy jako dziecko patrzyłam na rówieśników, miałam poczucie, że czegoś mi brakuje. Tym bardziej, że wtedy w domu było raczej dość biednie, na święta nie było raczej żadnych specjalnych rarytasów. Skromnie. Jeśli prezenty, to bardzo symboliczne. Z roku na rok ta sama choinka z nieco starodawnymi ozdobami. Ale nie chodzi mi tu o rzeczy materialne. Przede wszystkim o to, że zawsze marzyłam o prawdziwie rodzinnych świętach. Takich, na które zjechałaby się cała rodzina. Gdzie dom byłby pełen ludzi. Wspólna kolacja i kolędowanie, zupełnie jak na reklamach. 

Opamiętanie z mojego pracoholicznego transu przyszło mniej więcej po roku. Po prostu - zbliżało się kolejne Boże Narodzenie, Nowy Rok, czas podsumowań. I właśnie wtedy to do mnie dotarło. Że omija mnie mnóstwo spraw związanych z rozwojem mojego dziecka. Że uśmiech córeczki widzę tylko w weekendy. Że przez sobotę i niedzielę nie udaje mi się nadrobić całego tygodnia. Że rzadko jadamy wspólne posiłki, rzadko wychodzimy na spacery. Że to nie ja pokazuję jej świat. 

I znowu w Boże Narodzenie wydarzył się kolejny mały cud. Tak sobie to nazywam. Chyba właśnie w tamtym okresie nabrałam odwagi i dojrzałam do w pełni świadomego bycia (samotną) mamą. Ograniczyłam pracę. Najpierw na pół etatu, a z czasem zmieniłam ją na taką, którą mogę w dużej mierze wykonywać zdalnie. Zmiana pracy wiązała się oczywiście z ryzykiem, z obawami. Ale udało się i odzyskałam czas, którym mogłam się wspólnie cieszyć z córeczką. 

Zaczęłam doceniać małe rzeczy. Do mojego domu na Wigilię również nie zjeżdza się cała rodzina, ale przynajmniej staram się wyczarować magiczną atmosferę, którą, mam nadzieję, moja córeczka zapamięta na całe życie. Wspólnie pieczemy i dekorujemy świąteczne pierniczki. Ubieramy razem dużą choinkę. Lepimy uszka, żeby było tradycyjnie. To nie to samo, co kupione w sklepie. W naszym domu już na dwa tygodnie przed świętami rozbrzmiewają kolędy. Uczę córeczkę i śpiewamy razem. Przygotowujemy też nowe dekoracje, np. łańcuchy choinkowe z pasków kolorowego papieru, takie robiło się w dzieciństwie. Dostrzegam piękno i magię tych wszystkich małych rzeczy. Cokolwiek by się nie działo, córeczka jest, była i będzie zawsze najpiękniejszym prezentem, jaki dostałam w życiu. A przecież dostałam ją właśnie od mojego męża. W każde święta czuję, jakby był z nami i dawał mi na nowo tę radość, jaką poczułam wtedy, przed Bożym Narodzeniem, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. 

Kochane Samotne Mamy, czy macie jeszcze jakieś wątpliwości, że Święta są szczególnym czasem? 

Małgosia (l.35), mama Magdy (l.7)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz